Miał być wielki remont, plany rewitalizacji lub sprzedaż z pomysłem. Tymczasem zabytkowy pałac w Nowinach zamienia się w ruinę na oczach bezradnych lokatorów.
Mieszkańcy, którzy wciąż tam koczują, czują się oszukani i zapomniani przez gminę oraz Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Od miesięcy nikt nie reaguje na awarie, park zarasta chaszczami, a koszty utrzymania lokali w tej „ruderze” przyprawiają o zawrót głowy.
Do naszej redakcji zgłosili się zdesperowani mieszkańcy pałacu w Nowinach. Ze względu na realne obawy przed ostracyzmem w małej społeczności i „załapaniem łatki” u lokalnych władz, nasi rozmówcy proszą o zachowanie pełnej anonimowości. Ich opowieść to jednak obraz bezradności obywatela w zderzeniu z urzędniczą znieczulicą.
Obecnie w pałacu stale zamieszkuje jeszcze 7 rodzin. Losy budynku od dłuższego czasu wiszą na włosku – miał być remont, mówiło się też o próbach sprzedaży, jednak budynek tkwi w totalnym zawieszeniu.
„Od miesiąca na strychu woda leje się ciurkiem. Prawdopodobnie spadł eternit. Człowiek dzwoni, zgłasza, prosi i nic z tym nie robią. Nikt nawet nie raczył przyjechać, żeby to zabezpieczyć!” – relacjonuje jeden z mieszkańców.
Zacieki na sufitach i ścianach to wierzchołek góry lodowej. Lokatorzy wprost mówią, że klatka schodowa przypomina wejście do dawno opuszczonego, strasznego budynku. Stan techniczny zagraża ich bezpieczeństwu. „Ściany się sypią.” Jakby tego było mało, ponad rok temu podczas modernizacji sieci gazowej rozebrano garaże i pozostawiono po nich gruzowisko i jedno wielkie śmietnisko. „Gdzie w takich warunkach mają bawić się nasze dzieci?” – pytają retorycznie rodzice .
Najbardziej uderzające w całej sprawie są koszty, jakie ponoszą mieszkańcy za mieszkanie w niszczejącym zabytku. Choć budynek jest skrajnie zaniedbany, opłaty czynszowe i eksploatacyjne są astronomiczne.
Z relacji lokatorów wynika, że koszty ogrzewania gazowego (w budynku funkcjonuje wspólna kotłownia gazowa) wynoszą około 1000 zł miesięcznie na rodzinę. Łącznie stałe opłaty potrafią przekroczyć barierę 1700 zł miesięcznie. „Płacimy miesięcznie 1700 zł za mieszkanie w takiej ruderze. To są kolosalne pieniądze, a w zamian nie dostajemy kompletnie nic” – denerwuje się nasz rozmówca.
Zgłoszenia mieszkańców dotyczą również otoczenia pałacu, które dawniej stanowiło wizytówkę okolicy. Dziś nikt nie dba o przylegający park, trawniki czy żywopłoty.
Balkony i elementy zewnętrzne budynku dosłownie pękają i zarastają mchem i roslinnością.
Do problemów czysto bytowych dochodzi kolejny , to problem porzuconych zwierząt. Jedna z sąsiadek, wyprowadzając się z pałacu, pozostawiła na miejscu aż 7 kotów. Zwierzęta chodzą głodne i koczują wokół budynku. Choć sytuacja została oficjalnie zgłoszona do ZGKiM oraz na Policję, żadna ze służb nie podjęła realnych działań. Pomoc zaoferowała jedynie lokalna organizacja „Kocia farma”, która obiecała zakupić karmę,
Mieszkańcy pałacu żyją w ciągłym stresie i dezinformacji. Na początku pojawiały się mgliste propozycje przesiedlenia mniejszych rodzin, jednak temat szybko ucichł. Urzędnicy nie rozmawiają z ludźmi wprost.
„Nie wiemy nic, jeden wielki znak zapytania. Od ludzi po wsi tylko słyszymy plotki, że pałac został już rzekomo sprzedany, a nas nikt nie informuje, co z nami dalej będzie. Żyjemy z dnia na dzień w strachu o własną przyszłość i dach nad głową” – podsumowują z żalem lokatorzy.
W tym wszystkim pojawia się pytanie czy aby nie jest to celowa strategia pozbycia się lokatorów, którzy na dłuższą metę po prostu nie wytrzymają i wyprowadza się na własną rękę? Wszak sprzedać nieruchomość z lokatorami jest dużo trudniej.
Przypominamy, że gmina na dokumentację remontu pałacu wydała prawie 160 tysięcy złotych. Remontu nie będzie, pałac wraz z parkiem został wystawiony do sprzedaży za 3, 69 mln złotych. ( Więcej informacji w poprzednich postach











